poniedziałek, 24 czerwca 2013

4. Oczekiwanie



Sol nie pojawiła się w szkole już od dłuższego czasu. Nataniel powoli zaczynał się martwić, nie wiedząc, co dzieje się z dziewczyną. Chciałby mieć do niej jakiś kontakt, wiedzieć, gdzie mieszka, żeby sprawdzić, czy nie potrzebuje pomocy. Z tego co słyszał, rudowłosa mieszkała z ciotką, która często wyjeżdżała, zastawiając ją samą. Na domiar złego, z Kastiela również nie było, co oznaczało przepychankę i dopraszanie się o usprawiedliwienie. Irytujący chłopak miał dzianych rodziców, co często ratowało go z wszelkich kłopotów, ale on musiał, niestety trzymać się formalności. Z jednej strony Kastiel wagarował, z drugiej- jego rodzice nie chcieli słyszeć o wyrzuceniu synalka ze szkoły czy chociażby zawieszeniu go. W ogóle karanie Kastiela było zabronione w szkole. Międzynarodowa firma jego ojca cieszyła się dużą renomą. Blondyn westchnął. Niektórzy posiadali wszystko bez odrobiny wysiłku…


***


Rudowłosa przeciągnęła się w łóżku jak kotka. Dziś wracała jej ciotka, dlatego musiała trochę ogarnąć w domu. Odkąd kilka dni temu pożegnała Kastiela, nie ruszała się praktycznie ze swojego pokoju. Nie wiedziała, czemu ma zawdzięczać takie momenty. Po prostu zdarzały się, nie mając nic wspólnego z jej życiem. Po prostu co jakiś czas musiała zniknąć dla świata, by odpocząć. Tonęła wtedy w swoim wewnętrznym świecie.
Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Ani co zrobi po powrocie ze szkoły. Uśmiechnęła się pod nosem. Jedno było pewne- na razie potrzebowała ich obydwu. Nie mogła zdecydować się tak szybko. Seks z Kastielem nie zmienił jej uczuć do chłopaka- nadal czuła tylko lekką fascynację, poczucie zrozumienia, odczucie, że są do siebie podobni. Było to wydarzenie przełomowe pod innym względem. Wreszcie uwolniła się spod obezwładniającej władzy Dimitriego.


***


Dziewczyna westchnęła cicho, nie zdając sobie sprawy z tego, że jest obserwowaną. Nagle z zarośli znajdujących się za jej plecami dał się słyszeć szelest. Rudowłosa obróciła się lekko, bardziej z irytacją niż strachem. To przecież było JEJ miejsce, nie mogło je się stać nic złego, prawda?
Po chwili na polanę wszedł przystojny, brązowooki mężczyzna. Wyglądał na nieco ponad 20 lat. Miał długie, proste, kasztanowe włosy.
-Często tu przychodzisz- skomentował.
-Skąd wiesz? To… twoje ulubione miejsce?-
-Tak, odkąd przychodzisz tu ty. Obserwuję cię od dawna. Obawiam się, że zakochałem się w tobie.
-Obawiasz się?
-Tak, nikt nie powinien zostawać z kimś takim jak ja.
-Ale… dlaczego?
-Ja… jestem przeklęty.

           
            Po naszym pierwszym spotkaniu następowały kolejne. I kolejne. Miałam wrażenie, że moje życie powili zamienia się  bajkę. Czasami traciłam sens, wydawało mi się że to głupi amerykański film. Spotkałam przecież wampira. Po jakimś czasie odwiedziłam go w jego domu, starym wiktoriańskim dworku mieszczącym się jeszcze dalej od miasteczka. To w tej romantycznej scenerii nastąpił nasz pierwszy pocałunek. Ptaki śpiewały w tle, a minione lata obserwowały ruchy naszych warg, gdy zbliżaliśmy się do siebie w niemym uniesieniu. Po jakimś czasie poprosił mnie o to… Miałam go nakarmić, podzielić się swoją krwią. Wtedy wciąż jeszcze chłonęłam jego obecność jak powietrze, byłam szczęśliwa, że moja krew popłynie w jego żyłach. Powoli porzucałam swoje bezsensowne życie, szkołę, zainteresowania. Dimitry mnie pożerał, tłamsił. Nie pozwalał na nic innego. Uzależniał mnie od siebie coraz bardziej. Niedługo po moich czternastych urodzinach zbliżyliśmy się do siebie po raz pierwszy. Nie uważałam tego za coś złego. Podczas pierwszego razu bolało, ale nauczyłam się już poświęcać dla ukochanego. Powoli odkrywaliśmy własne ciała, a ja czułam się coraz bardziej spełniona. Pomimo to wciąż nie dopuszczałam do siebie wiadomości, że mogłabym po prostu uciec, zostawić ojca, szkołę, wszystko. Naprawdę niewiele łączyło mnie ze świtem, jednak już wtedy istniała we mnie nutka niezależności. Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, po prostu chciałam uciec.
            To Dimitry nauczył mnie palić i pić. Niejednokrotnie używał alkoholu jako instrumentu, by mnie powstrzymać od powrotu. Powrotu do prawdziwego życia, do prawdziwej siebie.
Po zakończeniu roku szkolnego czułam ulgę. Gimnazjum skończyło się. W naszym miasteczku nie było liceum, więc tak czy inaczej, musiałam zmienić środowisko. Było mi to bardzo potrzebne. Miałam dość swojej popularności wśród chłopców i nienawiści zazdrosnych dziewczyn. Gdy oznajmiłam nowinę Dimitriemu, posmutniał. Zapytał mnie, co to oznacza dla niego. Wyjaśniłam mu, że nie zamierzam wybierać szkoły nigdzie daleko, więc nie muszę nigdzie wyjeżdżać, jednak będę miała o wiele mniej czasu, i będziemy mogli spotykać się tylko w weekendy. Wtedy nalał nam bez słowa wina. Pomyślałam, że chce świętować, więc nie zareagowałam. Pamiętam wszystko jak przez mgłę. Pamiętam, że powiedział do mnie: „Kocham cię. Jesteś moim życiem. Nie pozwolę ci mnie opuścić.”
            Budziłam się wiele razy. Czasami widziałam jego, jak szykuje dla mnie coś do picia. Czasami budziłam się, gdy pił ze mnie. Za którymś razem, byłam już tak osłabiona, że ledwo potrafiłam ustać na własnych nogach. Dimitriego wtedy nie było, pewnie poszedł załatwić proszki nasenne, czy inne świństwo, którym mnie karmił. Wtedy w końcu uświadomiłam sobie, że to nie bajka…i że moje życie jest zagrożone. W końcu dotarło do mnie, że nie byłam nigdy kochana. Byłam tylko zabawką.
            Zebrałam wszystkie swoje siły i dowlokłam się do miasteczka. Obudziłam się jakiś czas w szpitalu. Ponoć, gdy mnie znaleźli, byłam w bardzo ciężkim stanie. Postanowiłam uciec.


***


            Czerwonowłosy chłopak zapłacił rachunek w barze i powoli zwlókł się ze stołka. Wypił dziś dużo, dlatego jego myśli zachowywały się samodzielnie. Przypływały i odpływały, nie zostawiając po sobie żadnego śladu i nie łącząc się ze sobą wzajemnie. Obrazem, który wciąż miał przed oczami, była jej twarz. Śpiąca, tuż po tym, jak zrobili to, uśmiechnięta, gdy mówiła mu „Do jutra” przy pożegnaniu… zastanawiał się, czy się o niego martwi. Ale on czasami miał takie chwile, że po prostu musiał odpocząć od rzeczywistości, poczuć niezależność. Tym razem jednak nie przyniosło mu to ukojenia, a jedynie palącą tęsknotę. Co ta dziewczynami z nim zrobiła? Pomyślał z ironią…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz