Delikatne promienie słoneczne wpadło do pokoju, budząc
młodą, ładną dziewczynę. Sol otworzyła oczy i zniechęcona zsunęła nogi na
ziemię… Czekał ją dziś pierwszy dzień w szkole. Wszystko wydawało jej się tak
odległe i nieważne, że najpewniej zostałaby dziś w domu. Gdyby to nie był
pierwszy dzień. Nie chciała od razu wywoływać złego wrażenia. Powoli zwlekła
się z łóżka, szybko je zaścieliła i zniechęcona poczłapała do kuchni po kubek
życiodajnej kawy. Upiła łyk gorzkawo-słodkiego napoju, po czym wróciła do
swojego pokoju, aby ubrać się, uczesać i umalować. Śniadań nie jadała nigdy.
Jej ciocia musiała wyjechać z powodu pracy, więc nikt jej w
niczym nie przeszkadzał. Dziewczyna była typem zdeklarowanej samotniczki, nie
lubiła gdy ktoś się jej narzucał. Sama nie robiła tego nigdy. Jednak pech
obdarzył ją dość nieprzeciętną urodą; miała długie i proste rude włosy, duże
zielone oczy i była dość wysoka i zgrabna. Zazwyczaj przyciągała nieudolne
żarty szkolnych kolegów, które tylko ją denerwowały. Dlatego w pewnym momencie
postanowiła, że wyjedzie. To miejsce było przepełnione wspomnieniami, a ona nie
chciała już czuć tęsknoty. Jej ojciec nawet się nie przejął, kiedy mówiła mu,
że chciałaby zamieszkać z siostrą swojej matki. Zachował się tak, jakby opisała
mu swój kolejny nudny dzień, albo jakby poinformowała go o gorszej ocenie. Po
zakończeniu roku szkolnego spakowała się i wyszła, po prostu, Z ciocią
wcześniej już wszystko ustaliła. Miała nadzieję, że w tym miejscu wszystko się
ułoży, że będzie mogła wreszcie w spokoju poczekać na tego jedynego…
Drobinki kurzu i pyłu delikatnie tańczyły na promieniach
słonecznych. Rudowłosa uśmiechnęła się nieznacznie kącikiem ust. Przyroda
zawsze rozczulała ją bardziej niż ludzie, którzy nigdy nie potrafili docenić granic
wytyczonych przez nią. Lekkim i pewnym siebie krokiem wkroczyła do szkoły, w
poszukiwaniu sekretariatu. Nie wiedział jednak, że jest obserwowana…
Brązowe tęczówki uważnie śledziły nadejście nowej uczennicy.
Niezła laska z niej była. Postanowił, że będzie należeć do niego.
Ehh… miałam nadzieję na spokojny dzień w szkole, a tu
okazuje się, że formalności nie są jeszcze zakończone. Ciociu, obiecałaś
przecież wszystko załatwić!!! Niemal krzyczę w głos. Zanim jednak pójdę do
pokoju gospodarzy zając się tymi „niezmiernie ważnymi” rzeczami, pójdę na
dziedziniec ochłonąć.
Jasne. Żegnaj, kochana samotności. Pomimo, że wcześniej
nikogo tu nie było, teraz zauważyłam
grupkę dziwkarsko wyglądających dziewczyn, a w oddali rudego, prawie
czerwonowłosego chłopaka. Od razu poczułam do niego lekką sympatię, lubiłam ten
kolor. Jednak miałam nadzieję, że nikt nie będzie mi się narzucał.
Zawiodłam się jednak srogo. Nie ma tak dobrze, nie?
Dziewczyny podeszły do mnie ,a ich przywódczyni, blondwłosa lala, zaczepiła
mnie lekko ramieniem.
-Hej, nie zauważyłam cię. Jesteś tak mało… widoczna. A
właściwie to cię nie znam. Skoro jesteś mało znana, to… no cóż, mogę zapewnić
ci popularność.
-Odczep się- odburknęłam mało przyjemnym tonem. Dziś był
pierwszy dzień szkoły. Dziś byłabym w stanie zamordować własnego kota kataną, a
co dopiero taką lalunię…
-UUU, niegrzecznie. Jesteś niemiła. Myślę, że powinnaś
zrekompensować nam to w jakiś sposób, jak myślicie, Li, Charlotte?
„Przyjaciółeczki”, chociaż lepiej pasowałoby określenie
„uniżone sługi” oczywiście przytaknęły i zachichotały. Nie, żebym się czuła w
jakikolwiek sposób niezręcznie. Po prostu miałam okazję się wreszcie na czymś
wyładować, a z reguły nie robię tego na niewinnych.
Odwróciła się gwałtownie, przybierając na twarz ironiczny
uśmieszek.
-Widzę, że jesteś zbyt pewna siebie. Ludzie zbyt często ci
się nie stawiają, co? Ale ja myślę, że tak naprawdę jesteś nikim i teraz
powinnaś to odczuć.
Ręka dziewczyny zmierzająca w stronę mojej torebki (zapewne
myślała, że jestem słaba zarówno psychicznie jak i fizycznie, co za naiwność),
znieruchomiała i zadrżała.
-Ale… ty… powinnaś… Li, Charlotte, idziemy!- odrzekła
trzęsącym się głosem i szybkim krokiem zaczęła oddalać się w stronę szkoły, a
jej zdezorientowane koleżanki pobiegły za nią. Taa, autosugestia była moją
największą siłą, potrafiłam przekazać każdej napotkanej osobie jakiekolwiek
uczucie z mego jakże bogatego zasobu wspomnień., a tych nieprzyjemnych miałam
wręcz nieprzebrane mnóstwo.
Po moim ciele rozlała się fala spokoju. Taaak, jestem
sadystką, ale nic na to nie poradzę, nie?
Czerwonowłosy przyglądał mi się badawczo, mrugnęłam więc do
niego łobuzersko i pobiegłam w stronę szkoły, zupełnie odprężona.
-Cześć, szukam gospodarza szkoły.- przywitałam się.
-Hej, to ja jestem gospodarzem i nazywam się Nataniel.
-Sol.
-Masz bardzo nietypowe imię, pierwszy raz się z takim
spotykam- blondyn uśmiechnął się zachęcająco.
-Zdarza się- odpowiedziałam obojętnie. Chłopak wydawał się
miły, ale nie zależało mi jakoś specjalnie na kontakcie z nim. Zauważyłam, że
speszył się lekko, co wywołało mój lekki uśmiech.
-Zabawny jesteś.- Poklepałam chłopaka po przyjacielsku po
ramieniu. – Przyszłam tu dokończyć formalności- wyjaśniłam, wiedząc, że chłopak
nie może w moim towarzystwie zebrać myśli.
-Ach tak, musisz jeszcze zrobić zdjęcie, oddać formularz
zgłoszeniowy oraz wpłacić opłatę. Powinienem znaleźć jakiś formularz, tylko daj
mi trochę czasu.
-Okej, więc pa.
Pobiegłam szybko do pobliskiego fotografa, gdzie szybko i
bezproblemowo zdobyłam potrzebną fotografię, i wróciłam do szkoły.
-Cześć, jestem Kastiel.- usłyszałam, męski głos. Przede mną stał
ten czerwonowłosy, którego zauważyłam wcześniej.
-Cześć, Sol- odpowiedziałam- potrzebujesz czegoś?- zapytałam
z szerokim uśmiechem. Tego typu pytania zazwyczaj zbijały z tropu moich
adoratorów. Jednak on był inny. Nie skomentował też mojego „dziwnego” imienia,
czym zaskarbił sobie moją sympatię. Bez względu na innych, ja uważałam, że moje
imię było piękne.
-Tak, chciałbym
poznać twój sposób na szybkie pozbycie się Amber.- odparował.
-Amber?- skojarzyłam- Wredna blond z wyglądem i zachowaniem
zużytej szmaty?
-Oo, ostra jesteś. A więc jak?-
-po prostu pewność siebie, i uprzejmość. Działa zawsze i
wszędzie.
-pfff, nie wyglądasz
na grzeczną dziewczynkę.
-Bo nią nie jestem. Chciałbyś się przekonać?
-Z przyjemnością…- Przyciągnął ją do siebie i pocałował
najpierw delikatnie, potem coraz namiętniej. Ta dziewczyna wywierała na niego
magnetyzujący wpływ, jak jeszcze żadna inna przed nią. Po chwili poczuł na swoim
policzku coś mokrego; czyżby łzy?
Dziewczyna delikatnie odsunęła się od chłopaka. Jeden
pocałunek sprawił, że znowu przeniosła się do tamtych czasów, wtedy, kiedy
wszystko było takie proste a zarazem skomplikowane. Do jej pierwszych
problemów, pierwszego pocałunku, pierwszego razu…
Nie! Weź się w garść!- przykazała sobie. On nie może
wiecznie cię prześladować, chociażby we wspomnieniach. Jego już nie ma,… dla
ciebie.
Zdziwienie przemknęło po jego twarzy. Otarła łzy, i powoli
poszła w kierunku szkoły.
Kastiel stał jak sparaliżowany. Jeszcze nigdy jego pocałunki
nie wywoływały w żadnej dziewczynie płaczu, a miał ich naprawdę wiele.
Ostatecznie w szkole nie zdarzyło się już nic wartego uwagi.
Sol wróciła do domu, skuliła się w kłębek na kanapie i zaczęła cicho płakać.
Powinna była wtedy odczuwać przyjemność, a ona…głupi Kastiel! Przypomniał jej
tylko o rzeczach, o których pamiętać nie chciała…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz