piątek, 21 czerwca 2013

1. Nowe życie w cieniu starego



Delikatne promienie słoneczne wpadło do pokoju, budząc młodą, ładną dziewczynę. Sol otworzyła oczy i zniechęcona zsunęła nogi na ziemię… Czekał ją dziś pierwszy dzień w szkole. Wszystko wydawało jej się tak odległe i nieważne, że najpewniej zostałaby dziś w domu. Gdyby to nie był pierwszy dzień. Nie chciała od razu wywoływać złego wrażenia. Powoli zwlekła się z łóżka, szybko je zaścieliła i zniechęcona poczłapała do kuchni po kubek życiodajnej kawy. Upiła łyk gorzkawo-słodkiego napoju, po czym wróciła do swojego pokoju, aby ubrać się, uczesać i umalować. Śniadań nie jadała nigdy.
Jej ciocia musiała wyjechać z powodu pracy, więc nikt jej w niczym nie przeszkadzał. Dziewczyna była typem zdeklarowanej samotniczki, nie lubiła gdy ktoś się jej narzucał. Sama nie robiła tego nigdy. Jednak pech obdarzył ją dość nieprzeciętną urodą; miała długie i proste rude włosy, duże zielone oczy i była dość wysoka i zgrabna. Zazwyczaj przyciągała nieudolne żarty szkolnych kolegów, które tylko ją denerwowały. Dlatego w pewnym momencie postanowiła, że wyjedzie. To miejsce było przepełnione wspomnieniami, a ona nie chciała już czuć tęsknoty. Jej ojciec nawet się nie przejął, kiedy mówiła mu, że chciałaby zamieszkać z siostrą swojej matki. Zachował się tak, jakby opisała mu swój kolejny nudny dzień, albo jakby poinformowała go o gorszej ocenie. Po zakończeniu roku szkolnego spakowała się i wyszła, po prostu, Z ciocią wcześniej już wszystko ustaliła. Miała nadzieję, że w tym miejscu wszystko się ułoży, że będzie mogła wreszcie w spokoju poczekać na tego jedynego…


Drobinki kurzu i pyłu delikatnie tańczyły na promieniach słonecznych. Rudowłosa uśmiechnęła się nieznacznie kącikiem ust. Przyroda zawsze rozczulała ją bardziej niż ludzie, którzy nigdy nie potrafili docenić granic wytyczonych przez nią. Lekkim i pewnym siebie krokiem wkroczyła do szkoły, w poszukiwaniu sekretariatu. Nie wiedział jednak, że jest obserwowana…

Brązowe tęczówki uważnie śledziły nadejście nowej uczennicy. Niezła laska z niej była. Postanowił, że będzie należeć do niego.


Ehh… miałam nadzieję na spokojny dzień w szkole, a tu okazuje się, że formalności nie są jeszcze zakończone. Ciociu, obiecałaś przecież wszystko załatwić!!! Niemal krzyczę w głos. Zanim jednak pójdę do pokoju gospodarzy zając się tymi „niezmiernie ważnymi” rzeczami, pójdę na dziedziniec ochłonąć.


Jasne. Żegnaj, kochana samotności. Pomimo, że wcześniej nikogo tu nie było, teraz zauważyłam  grupkę dziwkarsko wyglądających dziewczyn, a w oddali rudego, prawie czerwonowłosego chłopaka. Od razu poczułam do niego lekką sympatię, lubiłam ten kolor. Jednak miałam nadzieję, że nikt nie będzie mi się narzucał.
Zawiodłam się jednak srogo. Nie ma tak dobrze, nie?
Dziewczyny podeszły do mnie ,a  ich przywódczyni, blondwłosa lala, zaczepiła mnie lekko ramieniem.
-Hej, nie zauważyłam cię. Jesteś tak mało… widoczna. A właściwie to cię nie znam. Skoro jesteś mało znana, to… no cóż, mogę zapewnić ci popularność.
-Odczep się- odburknęłam mało przyjemnym tonem. Dziś był pierwszy dzień szkoły. Dziś byłabym w stanie zamordować własnego kota kataną, a co dopiero taką lalunię…
-UUU, niegrzecznie. Jesteś niemiła. Myślę, że powinnaś zrekompensować nam to w jakiś sposób, jak myślicie, Li, Charlotte?
„Przyjaciółeczki”, chociaż lepiej pasowałoby określenie „uniżone sługi” oczywiście przytaknęły i zachichotały. Nie, żebym się czuła w jakikolwiek sposób niezręcznie. Po prostu miałam okazję się wreszcie na czymś wyładować, a z reguły nie robię tego na niewinnych.
Odwróciła się gwałtownie, przybierając na twarz ironiczny uśmieszek.
-Widzę, że jesteś zbyt pewna siebie. Ludzie zbyt często ci się nie stawiają, co? Ale ja myślę, że tak naprawdę jesteś nikim i teraz powinnaś to odczuć.
Ręka dziewczyny zmierzająca w stronę mojej torebki (zapewne myślała, że jestem słaba zarówno psychicznie jak i fizycznie, co za naiwność), znieruchomiała i zadrżała.
-Ale… ty… powinnaś… Li, Charlotte, idziemy!- odrzekła trzęsącym się głosem i szybkim krokiem zaczęła oddalać się w stronę szkoły, a jej zdezorientowane koleżanki pobiegły za nią. Taa, autosugestia była moją największą siłą, potrafiłam przekazać każdej napotkanej osobie jakiekolwiek uczucie z mego jakże bogatego zasobu wspomnień., a tych nieprzyjemnych miałam wręcz nieprzebrane mnóstwo.
Po moim ciele rozlała się fala spokoju. Taaak, jestem sadystką, ale nic na to nie poradzę, nie?
Czerwonowłosy przyglądał mi się badawczo, mrugnęłam więc do niego łobuzersko i pobiegłam w stronę szkoły, zupełnie odprężona.


-Cześć, szukam gospodarza szkoły.- przywitałam się.
-Hej, to ja jestem gospodarzem i nazywam się Nataniel.
-Sol.
-Masz bardzo nietypowe imię, pierwszy raz się z takim spotykam- blondyn uśmiechnął się zachęcająco.
-Zdarza się- odpowiedziałam obojętnie. Chłopak wydawał się miły, ale nie zależało mi jakoś specjalnie na kontakcie z nim. Zauważyłam, że speszył się lekko, co wywołało mój lekki uśmiech.
-Zabawny jesteś.- Poklepałam chłopaka po przyjacielsku po ramieniu. – Przyszłam tu dokończyć formalności- wyjaśniłam, wiedząc, że chłopak nie może w moim towarzystwie zebrać myśli.
-Ach tak, musisz jeszcze zrobić zdjęcie, oddać formularz zgłoszeniowy oraz wpłacić opłatę. Powinienem znaleźć jakiś formularz, tylko daj mi trochę czasu.
-Okej, więc pa.

Pobiegłam szybko do pobliskiego fotografa, gdzie szybko i bezproblemowo zdobyłam potrzebną fotografię, i wróciłam do szkoły.
-Cześć,  jestem Kastiel.- usłyszałam, męski głos. Przede mną stał ten czerwonowłosy, którego zauważyłam wcześniej.
-Cześć, Sol- odpowiedziałam- potrzebujesz czegoś?- zapytałam z szerokim uśmiechem. Tego typu pytania zazwyczaj zbijały z tropu moich adoratorów. Jednak on był inny. Nie skomentował też mojego „dziwnego” imienia, czym zaskarbił sobie moją sympatię. Bez względu na innych, ja uważałam, że moje imię było piękne.
-Tak,  chciałbym poznać twój sposób na szybkie pozbycie się Amber.- odparował.
-Amber?- skojarzyłam- Wredna blond z wyglądem i zachowaniem zużytej szmaty?
-Oo, ostra jesteś. A więc jak?-
-po prostu pewność siebie, i uprzejmość. Działa zawsze i wszędzie.
 -pfff, nie wyglądasz na grzeczną dziewczynkę.
-Bo nią nie jestem. Chciałbyś się przekonać?
-Z przyjemnością…- Przyciągnął ją do siebie i pocałował najpierw delikatnie, potem coraz namiętniej. Ta dziewczyna wywierała na niego magnetyzujący wpływ, jak jeszcze żadna inna przed nią. Po chwili poczuł na swoim policzku coś mokrego; czyżby łzy?
Dziewczyna delikatnie odsunęła się od chłopaka. Jeden pocałunek sprawił, że znowu przeniosła się do tamtych czasów, wtedy, kiedy wszystko było takie proste a zarazem skomplikowane. Do jej pierwszych problemów, pierwszego pocałunku, pierwszego razu…
Nie! Weź się w garść!- przykazała sobie. On nie może wiecznie cię prześladować, chociażby we wspomnieniach. Jego już nie ma,… dla ciebie.

Zdziwienie przemknęło po jego twarzy. Otarła łzy, i powoli poszła w kierunku szkoły.
Kastiel stał jak sparaliżowany. Jeszcze nigdy jego pocałunki nie wywoływały w żadnej dziewczynie płaczu, a miał ich naprawdę wiele.


Ostatecznie w szkole nie zdarzyło się już nic wartego uwagi. Sol wróciła do domu, skuliła się w kłębek na kanapie i zaczęła cicho płakać. Powinna była wtedy odczuwać przyjemność, a ona…głupi Kastiel! Przypomniał jej tylko o rzeczach, o których pamiętać nie chciała…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz