Młoda dziewczyna,
właściwie jeszcze prawie dziewczynka, stała zamyślona. Wokoło rozciągała się
przepiękna sceneria. Woda w ogromnym jeziorze błyskała diamentowymi refleksami,
na której z innego miejsca widać byłoby łódki, przechadzaliby się spacerujący.
Gorące czerwcowe
słońce mocno przygrzewało.
Jednak to miejsce należało tylko
do niej. Było otoczone krzewami i drzewami; aby się tu dostać, należało
przedzierać się długo przez mało widoczną i zarośniętą ścieżynę. Rudowłosa
mieszkała niedaleko, w małym, zaniedbanym domku ukrytym pośród drzew, i nie za
bardzo lubiła przychodzić do miasteczka, dlatego odkryła to miejsce jeszcze w
dzieciństwie, szwendając się po okolicznych lasach. Od tej pory stało się jej
ulubionym.
Nie było tu ludzi, którzy
narzucaliby się jej swoją obecnością. Nie musiała się ukrywać. Były tu tylko
rośliny i zwierzęta, a one rozumiały jej niezwykłe zdolności. Tutaj mogła bez
przeszkód ćwiczyć coś, co każdy dorosły nazwałby magią, a co ona w myślach
nazywała „ukrytym talentem”. Czasami przyzywała do siebie zwierzęta,
nakłaniając je autosugestią, czasami pomagała roślinom wyrosnąć. Najczęściej
jednak otaczały ją postacie z jej własnego, wymyślonego świata, które wirowały
wokoło jej sylwetki jak zaczarowane.
Dziewczyna była zasmucona. Dziś były
jej trzynaste urodziny. A także trzynasta rocznica śmierci jej matki. Wolała
nie przebywać wtedy w domu. Ojciec, choć nie tęsknił za matką zbytnio i przez
większość czasu chodził zamroczony alkoholem, potrafił mówił do niej różne
rzeczy. Wypominać. A to bolało jak cholera.
Przez wiele lat samotności Sol
wybudowała wokół siebie twardy mur, który odgradzał ją od innych ludzi. Nie
potrzebowała już ich. Miała swój ‘ukryty talent” ustronie, oraz, ostatnio,
Internet. Zawsze nauka jej się udawała, ale wygrana w tym konkursie przyniosła
jej wiele radości. Od tej pory nie była tak bardzo ograniczana przez
nieprzyjemne i uciążliwe wizyty do miasteczka, mogła czytać książki i słuchać
ulubionej muzyki bez tej niedogodności. Odkryła także anime, które przedstawiało
fabułę w sposób zupełnie inny, niż amerykańskie, bądź europejskie książki czy
filmy. Świat Japonii był daleko bajką, do której spodziewała się kiedyś
dotrzeć. Na wiele tygodni zapadła w ten świat i nie mogła się od niego uwolnić.
Jednak teraz miała na głowie inne
problemy. A mianowicie z nowym chłopakiem, który się tutaj niedawno
przeprowadził. Kentin nie był zbyt śmiały, utalentowany czy przystojny, więc,
dość szybko stał się szkolnym popychadłem. Sol wiedziała jak to jest, więc raz
czy dwa obroniła chłopaka prze niewybrednymi żartami kolegów. Od niedawna miała
swoisty immunitet, chłopcy nie obrażali jej tak jak kiedyś, w dzieciństwie. W
każdym razie, chłopak wydawał się zakochany bez pamięci, a co najgorsze,
prawdopodobnie w gimnazjum uczęszczać będą do tej samej klasy…Dziewczyna
westchnęła cicho, nie zdając sobie sprawy z tego, że jest obserwowaną.
***
Rudowłosa
westchnęła cicho. Tego dnia zmieniło się wszystko. Niedługo potem jej życie
przewróciło się do góry nogami.
Missandei
biegała niedaleko po trawie. Podniosła na nią swój wzrok. Miała piękne,
dostojne błękitne oczy i lśniącą, śnieżnobiałą sierść, niezwykle rzadką w jej
gatunku. Husky zazwyczaj byłaby brązowe lub czarne.
Nagle
sierść psa zjeżyła się. Z mroku wyłonił się duży owczarek francuski.
Między psami było widoczne napięcie, gdy podeszły do siebie
i obwąchiwały się niespokojnie. Dziewczyna
podeszła do nich, i pogłaskała lekko oba psy. Wiedziała, że sama jej obecność
uspokoi nieznanego psa.
-Masz obrożę, więc należysz do kogoś- uśmiechnęła się ruda.
Po chwili
owczarek pobiegł gdzieś. Sol postanowiła, że podąży za nim.
***
Czerwonowłosy
chłopak lekko drzemał na ławce. Obok niego stała niedokończona puszka po piwie.
Sol usiadła obok niego, i pociągnęła łyk z puszki. Było jej to potrzebne. Dniem
jej życie toczyło się całkiem normalnie…zazwyczaj, jednak noce bezsprzecznie
należały do Niego…
Dziewczyna
dopiła napój do końca, wstała i głośno zdeptała puszkę, budząc tym chłopaka.
-Widzę, że coś nas łączy. Mianowicie bezsenność-
stwierdziła.
-Sol… co ty tu robisz?- Kastiel nie był pijany, ale całkiem
trzeźwy też nie był, jak zauważyła rudowłosa.
-To samo co ty, kochanie.- powiedziała, po czym znów zajęła
miejsce obok chłopaka- Włóczę się bez celu.-
-Oszalałaś?! Przecież to niebezpieczne!- krzyknął
czerwonowłosy.- Mogłaś kogoś spotkać…-
-Umiem sobie radzić- przerwała szorstko- poza tym, czy
mogłam spotkać kogoś bardziej niebezpiecznego od ciebie? Po prostu nie mogłam
już wytrzymać w domu sama. Ty też znasz to uczucie, prawda?-
Długo
rozmawiali w przyćmionej scenerii księżyca. Zaczęło świtać. Dziewczyna wstała,
z zamiarem, by iść do domu. Jednak, po chwili niepewnie się obróciła. Stali
teraz naprzeciwko siebie. Podjęła decyzję, nie chciała już być dłużej sama. Nie
chciała już należeć do Niego. Pragnęła wyzwolenia.
Delikatnie
wspięła się na palce i złożyła na ustach zaskoczonego chłopaka delikatny
pocałunek.
-Ale, mówiłaś przecież, że…- zmieszał się.
-Kobieta zmienną jest…- wyszeptała, i pocałowała go po raz
drugi. Odwzajemnił jej pocałunek delikatnie. Całowali się coraz bardziej
namiętnie, nie mogąc przestać.
Sol nareszcie poczuła jasne tchnienie wolności.
Triumfowała. Zamierzała zakończyć stary rozdział w jej życiu. Powoli przerwała
pocałunek, delikatnie ujęła Kastiela za rękę i poprowadziła go w kierunku jej
domu…
***
Niepewność.
Tak długo tego chciał, ale czy ona była taka jak inne? Nie był już niczego
pewien. W morzu pocałunków zaczął zdejmować jej ubrania, a ona powoli go
rozbierała. Wątpliwości nie dawały mu spokoju.
- Naprawdę tego chcesz?- zapytał.
-Nie!- roześmiała mu się w twarz- Oczywiście, że tak!-
krzyknęła dziewczyna, po czym pociągnęła go do swojego pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz