niedziela, 23 czerwca 2013

3. Morze niepewności



Młoda dziewczyna, właściwie jeszcze prawie dziewczynka, stała zamyślona. Wokoło rozciągała się przepiękna sceneria. Woda w ogromnym jeziorze błyskała diamentowymi refleksami, na której z innego miejsca widać byłoby łódki, przechadzaliby się spacerujący.
Gorące czerwcowe słońce mocno przygrzewało.     
 Jednak to miejsce należało tylko do niej. Było otoczone krzewami i drzewami; aby się tu dostać, należało przedzierać się długo przez mało widoczną i zarośniętą ścieżynę. Rudowłosa mieszkała niedaleko, w małym, zaniedbanym domku ukrytym pośród drzew, i nie za bardzo lubiła przychodzić do miasteczka, dlatego odkryła to miejsce jeszcze w dzieciństwie, szwendając się po okolicznych lasach. Od tej pory stało się jej ulubionym.
            Nie było tu ludzi, którzy narzucaliby się jej swoją obecnością. Nie musiała się ukrywać. Były tu tylko rośliny i zwierzęta, a one rozumiały jej niezwykłe zdolności. Tutaj mogła bez przeszkód ćwiczyć coś, co każdy dorosły nazwałby magią, a co ona w myślach nazywała „ukrytym talentem”. Czasami przyzywała do siebie zwierzęta, nakłaniając je autosugestią, czasami pomagała roślinom wyrosnąć. Najczęściej jednak otaczały ją postacie z jej własnego, wymyślonego świata, które wirowały wokoło jej sylwetki jak zaczarowane. 
            Dziewczyna była zasmucona. Dziś były jej trzynaste urodziny. A także trzynasta rocznica śmierci jej matki. Wolała nie przebywać wtedy w domu. Ojciec, choć nie tęsknił za matką zbytnio i przez większość czasu chodził zamroczony alkoholem, potrafił mówił do niej różne rzeczy. Wypominać. A to bolało jak cholera.
            Przez wiele lat samotności Sol wybudowała wokół siebie twardy mur, który odgradzał ją od innych ludzi. Nie potrzebowała już ich. Miała swój ‘ukryty talent” ustronie, oraz, ostatnio, Internet. Zawsze nauka jej się udawała, ale wygrana w tym konkursie przyniosła jej wiele radości. Od tej pory nie była tak bardzo ograniczana przez nieprzyjemne i uciążliwe wizyty do miasteczka, mogła czytać książki i słuchać ulubionej muzyki bez tej niedogodności. Odkryła także anime, które przedstawiało fabułę w sposób zupełnie inny, niż amerykańskie, bądź europejskie książki czy filmy. Świat Japonii był daleko bajką, do której spodziewała się kiedyś dotrzeć. Na wiele tygodni zapadła w ten świat i nie mogła się od niego uwolnić.
            Jednak teraz miała na głowie inne problemy. A mianowicie z nowym chłopakiem, który się tutaj niedawno przeprowadził. Kentin nie był zbyt śmiały, utalentowany czy przystojny, więc, dość szybko stał się szkolnym popychadłem. Sol wiedziała jak to jest, więc raz czy dwa obroniła chłopaka prze niewybrednymi żartami kolegów. Od niedawna miała swoisty immunitet, chłopcy nie obrażali jej tak jak kiedyś, w dzieciństwie. W każdym razie, chłopak wydawał się zakochany bez pamięci, a co najgorsze, prawdopodobnie w gimnazjum uczęszczać będą do tej samej klasy…Dziewczyna westchnęła cicho, nie zdając sobie sprawy z tego, że jest obserwowaną.


***

            Rudowłosa westchnęła cicho. Tego dnia zmieniło się wszystko. Niedługo potem jej życie przewróciło się do góry nogami.
            Missandei biegała niedaleko po trawie. Podniosła na nią swój wzrok. Miała piękne, dostojne błękitne oczy i lśniącą, śnieżnobiałą sierść, niezwykle rzadką w jej gatunku. Husky zazwyczaj byłaby brązowe lub czarne.
            Nagle sierść psa zjeżyła się. Z mroku wyłonił się duży owczarek francuski.
Między psami było widoczne napięcie, gdy podeszły do siebie i obwąchiwały się niespokojnie.  Dziewczyna podeszła do nich, i pogłaskała lekko oba psy. Wiedziała, że sama jej obecność uspokoi nieznanego psa.
-Masz obrożę, więc należysz do kogoś- uśmiechnęła się ruda.
            Po chwili owczarek pobiegł gdzieś. Sol postanowiła, że podąży za nim.

***


            Czerwonowłosy chłopak lekko drzemał na ławce. Obok niego stała niedokończona puszka po piwie. Sol usiadła obok niego, i pociągnęła łyk z puszki. Było jej to potrzebne. Dniem jej życie toczyło się całkiem normalnie…zazwyczaj, jednak noce bezsprzecznie należały do Niego…
            Dziewczyna dopiła napój do końca, wstała i głośno zdeptała puszkę, budząc tym chłopaka.
-Widzę, że coś nas łączy. Mianowicie bezsenność- stwierdziła.
-Sol… co ty tu robisz?- Kastiel nie był pijany, ale całkiem trzeźwy też nie był, jak zauważyła rudowłosa.
-To samo co ty, kochanie.- powiedziała, po czym znów zajęła miejsce obok chłopaka- Włóczę się bez celu.-
-Oszalałaś?! Przecież to niebezpieczne!- krzyknął czerwonowłosy.- Mogłaś kogoś spotkać…-
-Umiem sobie radzić- przerwała szorstko- poza tym, czy mogłam spotkać kogoś bardziej niebezpiecznego od ciebie? Po prostu nie mogłam już wytrzymać w domu sama. Ty też znasz to uczucie, prawda?-
            Długo rozmawiali w przyćmionej scenerii księżyca. Zaczęło świtać. Dziewczyna wstała, z zamiarem, by iść do domu. Jednak, po chwili niepewnie się obróciła. Stali teraz naprzeciwko siebie. Podjęła decyzję, nie chciała już być dłużej sama. Nie chciała już należeć do Niego. Pragnęła wyzwolenia.
            Delikatnie wspięła się na palce i złożyła na ustach zaskoczonego chłopaka delikatny pocałunek.
-Ale, mówiłaś przecież, że…- zmieszał się.
-Kobieta zmienną jest…- wyszeptała, i pocałowała go po raz drugi. Odwzajemnił jej pocałunek delikatnie. Całowali się coraz bardziej namiętnie, nie mogąc przestać.
            Sol  nareszcie poczuła jasne tchnienie wolności. Triumfowała. Zamierzała zakończyć stary rozdział w jej życiu. Powoli przerwała pocałunek, delikatnie ujęła Kastiela za rękę i poprowadziła go w kierunku jej domu…


***


            Niepewność. Tak długo tego chciał, ale czy ona była taka jak inne? Nie był już niczego pewien. W morzu pocałunków zaczął zdejmować jej ubrania, a ona powoli go rozbierała. Wątpliwości nie dawały mu spokoju.
- Naprawdę tego chcesz?- zapytał.
-Nie!- roześmiała mu się w twarz- Oczywiście, że tak!- krzyknęła dziewczyna, po czym pociągnęła go do swojego pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz