sobota, 22 czerwca 2013

2. Samotność w tłumie



-Co? Koniecznie muszę zapisać się do jakiegoś szkolnego klubu?
-Tak, kochana, wolałabym abyś nie zostawała na uboczu i wciągnęła się w szkolne życie.- uśmiechnęła się dyrektorka. Taaa,  a ten dzień zapowiadał się naprawdę przyjemnie.-Masz do wyboru klub ogrodników oraz klub koszykówki.
-A jeśli nie mam zainteresowań sportowych ani ogrodniczych? Może mogłabym założyć własny klub? Interesuję się historią i kulturą Japonii, mam dość sporą wiedzę na ten temat.
-Nowy klub? Nie jestem pewna, ale… jeśli chcesz… w szkole jest kilkoro uczniów, którzy nie zadeklarowali przynależności do żadnego klubu. Skoro zapewniasz, że to takie interesujące…
-Oczywiście, pani dyrektor. W takim razie idę na lekcje.
Rudowłosa siedziała na lekcjach, tępo wpatrując się w okno. Właśnie była lekcja francuskiego. Był to język, który opanowała w dzieciństwie, zachęcana jego pięknym, gardłowym brzmieniem. Jednak Liceum Słodki Amoris nie pozostawiało wielkiego wyboru w nauce języków. W sumie, nie było tak źle. Miała łatwą piątkę. Jej powieki lekko kierowały się ku dołowi, kiedy usłyszała pytanie nauczyciela, skierowane do niej. Nie słuchała od początku lekcji, jednak odpowiedziała płynnie i bezbłędnie. Po lekcji nauczyciel zawołał ją do siebie.
-Wydajesz się być dobrą i pracowitą uczennicą.- Taa, pomyślałam. Zwłaszcza pracowitą.
-Wobec tego chciałbym ci coś zaproponować, a właściwie to o coś poprosić. Czy mogłabyś pomóc w nauce Kastielowi, który sobie nie radzi z tym przedmiotem?
Sol zaśmiała się lekko, spoglądając w stronę chłopaka.
-Ależ oczywiście, panie profesorze, z przyjemnością…


***


-Mówiłem ci już, że nie potrzebuję pomocy! Zwłaszcza od dziewczyny!
-A ja powtarzam ci po raz setny, że po prostu dobrze się bawię. Francuski to mój drugi język i nie muszę się specjalnie wysilać.- Uśmiechnęła się.-Może porozmawiamy teraz po francusku? Możesz pytać o wszystko.- Zachichotała posyłając chłopakowi buziaka.
-A może wolałabyś porobić inne rzeczy? Na przykład… pocałunki?-
Beztrosko zadane pytanie zmroziła dziewczynę. Jej twarz stała się zacięta i wroga.
-Posłuchaj… Sol. Dlaczego wtedy płakałaś?-
-Nie życzę sobie byś poruszał ten temat. I nie mam ochoty więcej się z tobą całować, okej? Każdą dziewczynę całujesz tak na powitanie?-
-Hmmm, jakby się zastanowić… wiele- uśmiechnął się chłopak- Niech zgadnę… to był twój pierwszy pocałunek, tak?
Dziewczyna roześmiała się głucho- Jak wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz, Kast! Nie słyszałeś o tym, że pozory mylą i małe dziewczynki czasem okazują się być prawdziwymi Femme Fatale?- rzekła, puszczając figlarnie oko do chłopaka.
-To zależy od pozorów. Ty raczej nie sprawiasz wrażenia małej dziewczynki- uśmiechnął się. -Oki, widzimy się później! Muszę lecieć!
Po odejściu Sol Kastiel jeszcze chwilę został na ławce, rozmyślając. Żadna dziewczyna wcześniej nie pociągała go tak bardzo, z żadną, o dziwo, nie rozmawiało mu się tak dobrze. Zazwyczaj wybierał swoją sympatię na podstawie wyglądu, i miał ich już dość dużo. W zasadzie, sam nawet nie pamiętał ile. Ale żadna nie wydawała mu się taka… twarda i niezależna, jak rudowłosa. Musiał przyznać, że mu zaimponowała. Musiał ją mieć, i był pewien, że po jakimś czasie na pewno ją zdobędzie.


***


Nataniel jak zwykle siedział zapracowany nad jakimiś papierzyskami. Chłopak nie ma nic z życia, tylko praca i nauka. Z plotek wiedziałam, że nigdy nie miał nawet dziewczyny. No cóż, stanowisko najlepszego ucznia w szkole dużo zapewne kosztuje.
-Hej, znowu zapracowany?- zagadnęłam przyjaźnie.
-Jak widać. Ale radzę sobie.- uśmiechnął się.- Potrzebujesz czegoś?- zapytał.
-W sumie tak, przyszłam zapytać się o osoby, które nie należą do żadnego klubu… Wobec prośby dyrektorki postanowiłam założyć swój własny. Mam nadzieję, że mi się uda, bo nie jestem dobra z koszykówki ani nie radzę sobie z ziemią i roślinami..
-Na pewno ci się uda, jestem pewien. Mogłabyś przyjść do mnie po lekcjach, zrobię ci listę tych osób. Powinno ich być niewiele, ale mam tu listy członków wszystkich klubów.
-Hej, nie musisz dla mnie tego robić, wystarczy że udostępnisz mi te listy oraz listę uczniów- uśmiechnęłam się- Miałabym wyrzuty sumienia, gdybym przysporzyła mu dodatkowej pracy.-
-Okej, poszukam ich i spotkamy się tu po lekcjach- zdecydował chłopak.
-Dzięki- powiedziałam oraz pocałowałam chłopaka w policzek. Zachichotałam, widząc jego rumieniec. Teraz zamierzałam przede wszystkim się bawić. W moim poprzednim życiu było za dużo zmartwień, i nie zamierzałam teraz tego wspominać.
           

***


            Rozkoszowałam się ciepłymi promykami słońca na mojej skórze. Lekcje przed chwilą się skończyły. Po chwili wstałam i udałam się do pokoju gospodarzy. Po drodze spotkałam Kastiela.
-Hej, mam pytanie- zagadnęłam.
-Cześć, ja też- odparował.
-To może ty pierwszy- uśmiechnęłam się.
- Może wybralibyśmy się gdzieś razem?- zapytał, jak zwykle lekko wyzywającym tonem, pewny zwycięstwa.
- Przykro mi, ale teraz jestem zajęta. Całkowicie pochłonęło mnie przygotowanie do otwarcia mojego klubu. Pa!- krzyknęłam i obiegłam w stronę szkoły.
-Hej! A co z twoim pytaniem?-
-Nieważne. Pogadamy kiedy indziej!
            Zamierzałam zapytać Kastiela o klub, ale w głębi duszy już znałam odpowiedź. Ten buntownik nie da nakłonić się do niczego. A jeśli jednak, to… no cóż. Straciłabym do niego cały szacunek.
           

***

            Kastiel znów nie mógł zasnąć. Zegar na biurku wskazywał trzecią. Przebywał w domu sam, jego matka znów szlajała się  z jakimś kochankiem, a  ojciec był w podróży służbowej. Przed jego oczami wciąż była ta nowa dziewczyna, Sol. Jej słodki uśmiech, długie, ogniste włosy, i nie mniej ognisty temperament. Zdawało mu się, że byłaby w stanie go zrozumieć, że mógłby jej powiedzie wszystko. Ale nie oszalał jeszcze na tyle, żeby to zrobić. Na razie wciąż chciał tylko ją poderwać. Widział w jej oczach, że się jej podoba.
            No cóż, tej nocy chyba już nie zaśnie. Z westchnieniem zwlekł się z łóżka, szybko się ubrał i wymknął się z domu, zabierając swojego psa, Demona.


***

Sol stała w oknie swojego pokoju. Zegarek wskazywał godzinę 3. Pomimo późnej pory dziewczyna nie mogła zasnąć. To wszystko wydawało jej się takie skomplikowane. Wydarzenia dzisiejszego popołudnia uświadomiły jej, że nie chce ciągle drżeć z lęku przed przeszłością, przed tym, że On kiedykolwiek ją odnajdzie. Nie chciała już go widzieć.
            Dzisiejsze popołudnie było takie normalne, spokojne. Przygotowała wszystko w związku z klubem, po czym Nataniel oprowadził ją po szkole. W trakcie dużo rozmawiali. W sumie to on dużo mówił. Dowiedziała się dużo o jego przeszłości, ciągłych kłótniach z siostrą, którą okazała się być ta wredna Amber, czy wątpliwościach.
-Wiesz, wszyscy zawsze postrzegają mnie jako idealnego Nataniela, perfekcjonistę gospodarza szkoły. Sądzą, że można na mnie zawsze polegać. Ale nikt tak naprawdę mnie nie zna. I podejrzewam, że nigdy nie pozna- zwierzył się blondyn, zerkając na mnie z ukosa.
-Przecież nie wyglądasz na nieśmiałego- zagadnęłam.
-Nie chodzi o to, po prostu nie potrafię przełamać pierwszych lodów, pokazać prawdziwego siebie; ludzie przychodzą i odchodzą, a ja nie potrafię i pokazać, że mi zależy. Poza tym, mało kto zadaje sobie tyle trudu. Przecież jestem tylko nudziarzem, nie?- uśmiechnął się smutno.
-To smutna prawda, większość ludzi patrzy na pozory, i nie dociera głębiej? A przecież to pod przykrywką pozorów znajduje się prawdziwe życie. Nie myśl o sobie jako o nudziarzu, okej?
-Mówisz, jakbyś wiedziała, czym jest życie z oddali, samotność w tłumie- mówił chłopak z roziskrzonymi oczami.
-Kiedyś… kiedyś przeżyłam coś podobnego. W pewien sposób. Jednak wolałabym o tym nie mówić… teraz- uśmiechnęłam się przepraszająco.
-W porządku- Nataniel uśmiechnął się do mnie i delikatnie mnie przytulił.
-Przylgnęłam do niego, czując, że wszystkie moje wspomnienia są w tej chwili dalekie i nieważne.
Przy Kastielu i Natanielu zapominała. Po prostu. Obydwaj byli od siebie diametralnie różni, jednak każdy z nich posiadał cechy, które pozwalały jej na błogie chwile zapomnienia. Dziewczyna westchnęła cicho.       
Była w domu sama. Jej ciotka była dentystką,  ale uwielbiała podróżować. Jej życie było bardzo ekspresyjne, przez kilka dni pracowała od świtu do nocy przyjmując pacjentów, a potem wyjeżdżała na intensywny weekend zwiedzania. Była bardzo zamożną osobą. Dziewczyna spojrzała na zegarek z rezygnacją.
-Chyba nie pójdę dziś już spać. Przejdę się- pomyślała, i po chwili już była na spacerze, zabierając ze sobą swoją suczkę, Missandei,  i wspominając minione zdarzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz